2 featured image Lancrone brushes

Dzisiaj chciałam Wam pokazać moje pędzle 😀
Nie wiem co prawda jak kiedyś się bez nich malowałam, ale faktycznie tak było 😉 Jednak na całe (moje) szczęście dowiedziałam się o możliwości używania pędzli do makijażu. No i troszkę poczytałam na ten temat, ale że zbyt wiele nie wiedziałam – zdecydowałam się na zestaw. Znalazłam taki w niezbyt dużej cenie (ok. 70zł), 19 pędzli wydawało się wystarczające jak na początek!! Firma LancrOne nic mi nie mówiła, ale na stronie był spory wybór pędzli i trochę innych sprzętów dla wizażystów więc się skusiłam. W tej chwili już bym pewnie nie kupiła zestawu, ale na początek to wcale nie jest zły pomysł, w końcu skąd niby osoba zupełnie zielona w temacie pędzli miałaby wiedzieć jakich pędzli potrzebuje? Podczas używania takiego zestawu możemy się przynajmniej przekonać czego nam trzeba a czego nie 😉 Ja w międzyczasie dokupiłam kilka dodatkowych pędzli, były to: do korektora (46), do rozcierania cieni (14), do pudru mineralnego (45) z SEPHORY, i kupiony pod wpływem impulsu pędzelek wachlarzowy Benefit.

Tak wyglądały nowe:

A tak po prawie 10 miesiącach używania:

Kilka słów o moich pędzlach z LancrOne:

Pędzle do twarzy

Na duży wachlarzowy pędzel nie miałam w sumie pomysłu. Niby do omiatania twarzy pudrem, ale jeśli o puder chodzi to ja wolę zwykły pędzel przeznaczony do tego. Ten ma bardzo miękkie włosie (które niestety lubi się łamać lub wypadać). W sumie nie używałam go. Pędzel do pudru sprawował się w sumie dobrze, jest miękki i dobrze rozprowadza puder. Niestety łamie mu się włosie, i być może to kwestia moich zbyt małych umiejętności, ale wydaje mi się, że nakłada zbyt grubą warstwę kosmetyku. Mały pędzel do pudru/różu/bronzera był chyba moim ulubionym, często nakładałam nim róż na policzki lub bronzer pod kości policzkowe. Niestety również gubi włosie. Skośny pędzel do różu – nie przepadam za nim, wolałam aplikować róż tym okrągłym. Nie zauważyłam, żeby gubił włosie.

Pędzle do oczu

Pędzle języczkowe bardzo dobrze nakładają cienie, które się z nich mało osypują – ale mogłoby być lepiej. Mam też wrażenie, że trochę drapią. Dla 2 najmniejszych pędzelków w sumie nie znalazłam zastosowania, niby można nimi nakładać cień na dolną powiekę… Ale drapią i zdecydowanie wolę to robić pędzlem do rozcierania (14) z SEPHORY. Pędzel skośny jest moim zdaniem troszkę za duży, ciężko nim operować w miejscu załamania powieki i zewnętrznym kąciku – rzadko go używałam. Pędzel – kulka jest ogromna, mi służyła do rozcierania granic cieni i w tej roli się dobrze spisywała. Wszystkie pędzle do oczu od czasu do czasu gubiły pojedyncze włoski.

Pędzle “inne”

Do tej grupy zaliczyłam pędzelek do ust – moim zdaniem jest ok., nie drapie, ładnie nakłada pomadki, jest ok.. Pędzelek do linera – jest cienki, ale nie robi cieniutkiej kreski, mimo to można nim łatwo wykonać ładnie wywinięte kreski. Pędzelek skośnie ścięty – używałam go do brwi, i w tej roli spisywał się dobrze, choć mógłby być troszkę twardszy, poza tym jest maleńki, wg mnie mógłby być troszkę większy, ale to już kwestia gustu 😉

Akcesoria

Aplikator gąbkowy jest ok., ale nie używałam go do niczego innego jak do usuwania wpadek, np.. wycieranie przypadkiem maźniętego tuszu itd.. Grzebyczko-szczoteczki nie używałam, dla mnie jest to rzecz niepotrzebna, a może nie umiem się tym po prostu posługiwać? Była jeszcze Spiralka do rzęs, myślałam na początku, że to też zbędna rzecz, a okazało się, że często z niej korzystałam, żeby przeczesać rzęsty po wytuszowaniu. Niestety zgubiłam ją gdzieś…

Pędzle dokupione

BENEFIT – kupiony pod wpływem impulsu, wachlarzowy mały pędzelek. Długo nie miałam na niego pomysłu aż tu nagle okazało się, że idealnie nadaje się do nakładania mocno napigmentowanego różu (np. Essence, edycja Cute As Hell). Więc teraz już jestem z niego zadowolona i używam 😀 SEPHORA: nr 45 do pudru mineralnego – uwielbiam, absolutnie uwielbiam! Nadaje się do pudrów wszelkich i w ogóle, nakłada cienką warstwę, jest miękki i nie drapie, nadaje się też do bronzera i ogólnie do konturowania!! Jestem bardzo zadowolona; nr 14 do rozcierania cieni – gdybym musiała zostawić sobie jeden pędzel do cieni to byłby to ten. Jest do rozcierania i fajnie to robi, ale można nim tak naprawdę zrobić wszystko, nałożyć cień, rozetrzeć, zaaplikować w załamanie, no i to co lubię najbardziej – na dolną powiekę! Cienie się bardzo dobrze trzymają tego pędzla, nic się nie osypuje; nr 46 do korektora – no tutaj, pędzel jak pędzel. Jest z włosia syntetycznego więc dobrze się go czyści z tłustego korektora, poza tym jest miły i nie drapie. Nie robi jakiegoś WOW, ale w sumie nie wiem czego miałabym się spodziewać po pędzlu do korektora 😉

A to nowi NASTĘPCY, czyli pędzle od Maestro:

Mam nadzieję, że będę zadowolona z tych pędzli, na pewno dam znać na blogu jak mi się sprawują 😀

Uff, ale przydługaśna notka mi wyszła 😀 No, ale w sumie temat pędzli to temat rzeka… Mam nadzieję, że chociaż troszkę komuś pomogłam.

Pozdrawiam!

17
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x