2 featured image inglot mattifying powder
Kolejny kosmetyk, który zrecenzuję to polecony mi przez panią sprzedawczynię w firmowym sklepie „Sypki puder matujący” INGLOT. Szukałam czegoś co pomoże mi zapanować nad moim niechcianym acz solidnym błyskiem w tzw. strefie “T”, a że generalnie lubię markę INGLOT stwierdziłam, że tam na pewno znajdę coś odpowiedniego.
Opakowanie jest malutkie, przynajmniej mi się takie wydaje, w środku mieści się 1,5g pudru.. Pudełko jest okrągłe, z czarną nakrętką, na spodzie znajdziemy nazwę i podstawowe informacje. W środku jest sitko z kilkoma kwadratowymi dziurkami (przez które nie tak łatwo uwolnić puder, a już tym bardziej tyle ile będzie potrzebne) i puszek, który ja akurat od razu wywaliłam, zgodnie z radą pani sprzedawczyni nakładałam ten puder pędzlem.
Konsystencja jest fajna, tzn. dość miałka, ten puder to taki pyłek. Mimo tego jednak nie mogę o nim powiedzieć, że jest to lekki pyłek, niczym mgiełka. Mi wydaje się dość ciężki. Kolor wybrałam za radą pani sprzedawczyni najciemniejszy, niech nikogo nie zwiedzie słowo “transparentny” w nazwie, do wyboru mamy kilka odcieni. Mój to kolor nr213 i zdecydowanie nie mogłaby go użyć osoba o jaśniejszej cerze, bo mimo, że jest przecież transparentny to dość zdecydowanie nadaje kolor – nawet ja musiałam uważać, żeby nakładać go cieniutko, bo inaczej robiła się ciemna maska.
No i funkcja… niestety, ale u siebie nie zanotowałam efektu zmatowienia cery. Kiedy robiłam makijaż przed wyjściem z domu, podczas zakładania butów już widziałam, że się błyszczę. Stosowałam go na różne sposoby: na podkład Inglota i na inne marki, omiatając twarz pędzlem i wcierając pędzlem, na bazę matującą etc. I niestety, ale totalna klęska. A na domiar złego przy okazji tego kosmetyku dowiedziałam się co to znaczy, że specyfik “zapycha”. Mi strasznie nawłaził w pory i długo musiałam doprowadzać skórę do stanu sprzed kupna tego bubelka.
Nie pamiętam ile kosztował, chyba niecałe 40zł, i niestety jest to jeden z gorszych kosmetyków jakie zdarzyło mi się kupić. I nawet mimo tego, że staram się uskuteczniać “Projekt Denko”, ten puder stoi odłogiem, aż pewnie w końcu się przeterminuje i bez żalu go wyrzucę :/
  • oj też się kiedyś męczyłam z pudrem Inglota! najlepszym na nie sposobem jest mimo wszystko nakładanie go puszkiem, trzeba go tak jakby wcisnąć tym puszkiem w skórę, wtedy efekt błyszczenia się nieco się opóźnia.

  • greatdee

    Hmm, no sama nie wiem. Ja ze względu na włażenie w pory już do niego nie wrócę 😉