2 featured image Freak of Nature TIGI
Teraz kolej na specyfik do włosów. Jest to produkt firmy TIGI, z serii ekologicznej Love Peace & the Planet, a nazywa się Freak of Nature. Jest to specyfik mający dodać gęstości i objętości. Namówił mnie na niego zaznajomiony fryzjer (pozdrowienia dla Sławka!!), kosztowało mnie to ok. 35zł.

Opakowanie mieści w sobie 250ml, ma fajny energetyczny zielony kolor, i wygodny dozownik w postaci takiej… hmmm…. zapadki w nakrętce. No i nadaje się do recyklingu, o czym przypomina napis: “Please Rinse & Recycle Me”, więc bardzo fajnie.
Ma to konsystencję lekkiego kremu, który wmasowuje się w wilgotne włosy. Pięknie pachnie! Jest to mieszanka lawendy, cytrusów i eukaliptusa, i mi się bardzo podoba.
I teraz najważniejsze: Jak działa? Obiecano mi, że doda objętości włosom unosząc je u nasady, ale końcówki nie będą rozczapierzone, tylko “zebrane razem”. I… tadam tadam!! Ucieszyłam się bardzo, że faktycznie tak było. Mam lekkiego fioła na punkcie włosów, i przetestowałam mnóstwo tzw. Volumizerów, które albo robiły siano, które im dalej od głowy tym dalej odstawało, albo miały unosić włosy u nasady, a tak naprawdę sklejały je. I wreszcie trafiłam chyba na ideał, Freak of Nature dał mi taki efekt jakiego szukałam od dawna. Marzy mi się jeszcze, żeby nie trzeba było suszyć po tym włosów suszarką, ale to już chyba marzenie ściętej głowy… W każdym razie jestem zachwycona, i używam często, na szczęście nie znika szybko z butelki, bo niewiele produktu wystarcza, żeby osiągnąć efekt, a włosy mam +/- do połowy łopatek.